sobota, 30 marca 2013
Wesołego Alleluja
***
Oto słońce przenika światłem bór daleki,
Sosnom z nieba podając tajny znak wieczoru.
Oto sosny spłonęły, jakby w głębiach boru
Nagle coś szkarłatnego stało się na wieki!
Zwabiony owym znakiem, biegnę tam niezwłocznie,
Aby zawczasu jeszcze, nim wpłynę w noc ciemną,
Zastać na nikłym trwaniu i sprawdzić naocznie
To właśnie, co już drzewa widziały przede mną.
Bolesław Leśmian
Radosnych Świąt Wielkiej Nocy !
niedziela, 17 marca 2013
Myślę sobie, że...
Myślę sobie, że ta zima kiedyś musi minąć.
Zazieleni się, urośnie kilka drzew.
Niedojedzony chleb w ustach zdąży się rozpłynąć,
a niedopity rum rozgrzeje jeszcze krew.
Zimny poniedziałek gorącą stanie się niedzielą.
To, co nie pozmywane samo zmyje się.
Nieśmiały dotąd głos odezwie się jak dzwon w kościele,
a tego, czego mało nie będzie wcale mniej.
Choć mało rozumiem, a dzwony fałszywe,
coś mówi mi że jeszcze wszystko będzie możliwe.
Nim stanie się tak, jak gdyby nigdy nic nie było.
Nim stanie się tak, jak gdyby nigdy nic...
Nim stanie się tak- Zespół Voo Voo
poniedziałek, 4 marca 2013
W epoce gaduł
Jan Sztaudynger - mistrz pióra i autor "Piórek". Nieżyjący od ponad czterdziestu lat poeta, satyryk i tłumacz. Jego słynne "Piórka"to zbiór fraszek, które pisał przez całe swoje życie.
"Fraszka, to ptak szybkiego lotu,
od błyskawicy - do grzmotu."
Bardzo lubię tę krótką formę literacką, dlatego chętnie wracam do fraszek Sztaudyngera. Sam autor również przedkładał ją nad inną:
"W epoce płodnej tak w gaduły,
Ja fraszką piszę artykuły."
Choć forma krótka, to tematyka fraszek nieraz bardzo ważka: sprawiedliwość, zaufanie, cynizm, arogancja władzy, miłość bliźniego.
" Zero do zera,
A będzie kariera."
"Kocham bliźnich jak braci-
Gdy szczodrzy i bogaci."
"Plujmy sobie nawzajem w kaszę!
To takie polskie, to takie nasze..."
"Nie dyskutuj z chamem,
Przy nim zawsze amen."
Myślę, że te strofy nie straciły nic na swojej aktualności.
W tekście wykorzystałam fraszki: "Fraszka", "W epoce gaduł", "Reguły sitwy", "Miłość bliźniego", "Plujmy sobie", "Dyskusja" z tomu "Piórka".
"Fraszka, to ptak szybkiego lotu,
od błyskawicy - do grzmotu."
Bardzo lubię tę krótką formę literacką, dlatego chętnie wracam do fraszek Sztaudyngera. Sam autor również przedkładał ją nad inną:
"W epoce płodnej tak w gaduły,
Ja fraszką piszę artykuły."
Choć forma krótka, to tematyka fraszek nieraz bardzo ważka: sprawiedliwość, zaufanie, cynizm, arogancja władzy, miłość bliźniego.
" Zero do zera,
A będzie kariera."
"Kocham bliźnich jak braci-
Gdy szczodrzy i bogaci."
"Plujmy sobie nawzajem w kaszę!
To takie polskie, to takie nasze..."
"Nie dyskutuj z chamem,
Przy nim zawsze amen."
Myślę, że te strofy nie straciły nic na swojej aktualności.
W tekście wykorzystałam fraszki: "Fraszka", "W epoce gaduł", "Reguły sitwy", "Miłość bliźniego", "Plujmy sobie", "Dyskusja" z tomu "Piórka".
wtorek, 26 lutego 2013
Rozmyślania (przed)wiosenne...
Mam wrażenie, że najtrudniej znosimy zimę na przełomie lutego i marca, kiedy wszyscy jesteśmy już nią bardzo zmęczeni i z utęsknieniem wypatrujemy wiosny. Niestety, zima nie tak łatwo daje za wygraną i pokazuje nam swoje rogi właśnie wtedy, kiedy chcielibyśmy już o niej zapomnieć. Dla mnie najmilszym akcentem tej pory roku są ptaki, które od wielu lat dokarmiam zimą na swoim balkonie.
Ciągle tak mało we mnie energii, która jest mi potrzebna do bardziej intensywnego przeżywania tego, co niesie los. Mam nadzieję, że wkrótce to się zmieni. Będzie musiało się zmienić, gdyż już w marcu los zaoferował mi nowe doświadczenia zawodowe, z którymi przyjdzie mi się zmierzyć.
Przestawiam się więc z nieco pesymistycznej wizji świata na tory umiarkowanego optymizmu i czekam na pierwsze od wielu dni promyki słońca, tak entuzjastycznie zapowiadane wczoraj przez pana Kreta. Poza tym podtrzymuje mnie przy życiu myśl o letnich wakacjach w moich ukochanych Tatrach. Nie mogę już się doczekać takich widoków, jak ten:
Przy okazji mała zagadka: jaka to góra?
Ciągle tak mało we mnie energii, która jest mi potrzebna do bardziej intensywnego przeżywania tego, co niesie los. Mam nadzieję, że wkrótce to się zmieni. Będzie musiało się zmienić, gdyż już w marcu los zaoferował mi nowe doświadczenia zawodowe, z którymi przyjdzie mi się zmierzyć.
Przestawiam się więc z nieco pesymistycznej wizji świata na tory umiarkowanego optymizmu i czekam na pierwsze od wielu dni promyki słońca, tak entuzjastycznie zapowiadane wczoraj przez pana Kreta. Poza tym podtrzymuje mnie przy życiu myśl o letnich wakacjach w moich ukochanych Tatrach. Nie mogę już się doczekać takich widoków, jak ten:
Przy okazji mała zagadka: jaka to góra?
środa, 13 lutego 2013
Chwila
Wybaczcie proszę moją nieobecność w wirtualnym świecie przez ostatnich kilka dni. Niestety, dopadła mnie choroba i to nie grypa, jak można by przypuszczać, ale jakieś dolegliwości gastryczne połączone z silnymi zawrotami głowy. Byłam niezdolna do jakiegokolwiek działania i nawet nie próbowałam w tym czasie włączać komputera. Po cichu przyznam się, że jakaś czarna seria prześladuje mnie już od połowy ubiegłego miesiąca. Zaczęło się od silnego bólu prawej ręki. Okazało się, że to zapalenie ścięgna w nadgarstku. Po kilku dniach, kiedy już odzyskałam władzę w swej prawej kończynie, rozcięłam sobie boleśnie górną wargę. Przez kilka dni nie mogłam jeść, pić, ani mówić. A teraz ta nie do końca rozszyfrowana przeze mnie choroba. Mam nadzieję, że tegoroczny limit na chorowanie w przypadku mojej osoby już się wyczerpał i teraz będzie tylko lepiej.
Na początku lutego obchodzono pierwszą rocznicę śmierci naszej noblistki Wisławy Szymborskiej. Miałam w planie napisać post z tej okazji, niestety nie udało się. Z drugiej strony myślę sobie, że na wspomnienia o tej niezwykłej postaci zawsze jest dobry czas, tym bardziej na czytanie wierszy wybitnej poetki.
Z opisywaniem chmur
musiałabym się bardzo śpieszyć-
już po ułamku chwili
przestają być te, zaczynają być inne.
Ich właściwością jest
nie powtarzać się nigdy
w kształtach, odcieniach, pozach i układzie.
Nie obciążone pamięcią o niczym,
unoszą się bez trudu nad faktami.
Zawsze, kiedy otwieram tomik z wierszami Wisławy Szymborskiej, uderza mnie jedno: jakie te wiersze proste, jakie zwyczajne. Nie ma w nich wydumanych porównań, nie ma zawiłych skojarzeń, które kazałaby nam się domyślać, co autor miał na myśli. Właściwie, to każdy by mógł tak pisać, ja również. Jednak w takim myśleniu tkwi wielka pułapka. Te proste z pozoru słowa niosą ogromną prawdę o świecie i o ludziach, o naszej naturze i o relacjach człowiek-przyroda. Ta poezja nie jest związana z żadnym miejscem, ani czasem i właściwie dotyczy nas wszystkich. Jest po prostu uniwersalna i w tym prawdopodobnie tkwi jej wielka siła.
Jacyś ludzie w ucieczce przed jakimiś ludźmi.
W jakimś kraju pod słońcem
i niektórymi chmurami.
Zostawiają za sobą jakieś swoje wszystko,
obsiane pola, jakieś kury, psy,
lusterka, w których właśnie przegląda się ogień.
Mają na plecach dzbanki i tobołki,
im bardziej puste, tym z dnia na dzień cięższe.
Pozdrawiam Was serdecznie i obiecuję w najbliższym czasie nadrobić wszelkie zaległości na zaprzyjaźnionych blogach.
W tekście wykorzystałam fragmenty wierszy: "Chmury" oraz "Jacyś ludzie" z tomiku "Chwila".
Na początku lutego obchodzono pierwszą rocznicę śmierci naszej noblistki Wisławy Szymborskiej. Miałam w planie napisać post z tej okazji, niestety nie udało się. Z drugiej strony myślę sobie, że na wspomnienia o tej niezwykłej postaci zawsze jest dobry czas, tym bardziej na czytanie wierszy wybitnej poetki.
Z opisywaniem chmur
musiałabym się bardzo śpieszyć-
już po ułamku chwili
przestają być te, zaczynają być inne.
Ich właściwością jest
nie powtarzać się nigdy
w kształtach, odcieniach, pozach i układzie.
Nie obciążone pamięcią o niczym,
unoszą się bez trudu nad faktami.
Zawsze, kiedy otwieram tomik z wierszami Wisławy Szymborskiej, uderza mnie jedno: jakie te wiersze proste, jakie zwyczajne. Nie ma w nich wydumanych porównań, nie ma zawiłych skojarzeń, które kazałaby nam się domyślać, co autor miał na myśli. Właściwie, to każdy by mógł tak pisać, ja również. Jednak w takim myśleniu tkwi wielka pułapka. Te proste z pozoru słowa niosą ogromną prawdę o świecie i o ludziach, o naszej naturze i o relacjach człowiek-przyroda. Ta poezja nie jest związana z żadnym miejscem, ani czasem i właściwie dotyczy nas wszystkich. Jest po prostu uniwersalna i w tym prawdopodobnie tkwi jej wielka siła.
Jacyś ludzie w ucieczce przed jakimiś ludźmi.
W jakimś kraju pod słońcem
i niektórymi chmurami.
Zostawiają za sobą jakieś swoje wszystko,
obsiane pola, jakieś kury, psy,
lusterka, w których właśnie przegląda się ogień.
Mają na plecach dzbanki i tobołki,
im bardziej puste, tym z dnia na dzień cięższe.
Pozdrawiam Was serdecznie i obiecuję w najbliższym czasie nadrobić wszelkie zaległości na zaprzyjaźnionych blogach.
W tekście wykorzystałam fragmenty wierszy: "Chmury" oraz "Jacyś ludzie" z tomiku "Chwila".
czwartek, 31 stycznia 2013
O muzyce country jeszcze słów kilka...
Country to jeden z mych ulubionych gatunków muzycznych. Niestety w Polsce ta muzyka nie jest zbyt popularna a media skrzętnie omijają ten nurt. Mamy co prawda Piknik Country w Mrągowie, ale moim zdaniem to trochę za mało.
Jednak nie zawsze tak było. Należę do pokolenia osób wychowanych na radiowej Trójce, która zatrudniała wyjątkowych prezenterów muzycznych: Wojciecha Manna, Marka Niedźwiedzkiego czy Korneliusza Pacudę. Ten ostatni przez wiele lat prezentował w swych audycjach muzykę country. To właśnie dzięki niemu poznałam tak wspaniałych wykonawców, jak Willie Nelson, Johnny Cash, Patsy Cline, Dolly Parton, Kenny Rogers, Kris Kristofferson czy Tammy Wynette. Byli oni twórcami i wykonawcami wielu pięknych standardów muzycznych, do dziś chętnie śpiewanych przez młodych piosenkarzy, wywodzących się nie tylko z nurtu country.
Taką piosenką jest utwór "Crazy", napisany przez Willie'go Nelsona i zaśpiewany przez Patsy Cline.
"Crazy" zaliczana jest dziś do pięciuset najpiękniejszych piosenek w historii muzyki rozrywkowej. Tammy Wynette wyśpiewała inny wielki przebój "Stand by Your Man".
Willie Nelson to wykonawca, który w swoim repertuarze ma ogromną ilość wspaniałych utworów. Jednym z nich jest "Always on my mind"- wieczny evergreen, spopularyzowany niegdyś przez Elvisa Presleya.
Do moich ulubionych wykonawczyń muzyki country należy również Dolly Parton. Jej piosenka "Jolene" budzi mnie co rano i niezmiennie dodaje mi energii na cały dzień.
Dolly Parton
Cieszy to, że młode pokolenie wykonawców sięga po to niezmierne bogactwo, jakim jest muzyka country i nawiązuje do pięknych tradycji muzyków starszego pokolenia.
Przykładem może być Shania Twain, śpiewająca w duecie z Willie Nelsonem oraz Sara Evans w nowej wersji "Stand by Your Man".
Jednak nie zawsze tak było. Należę do pokolenia osób wychowanych na radiowej Trójce, która zatrudniała wyjątkowych prezenterów muzycznych: Wojciecha Manna, Marka Niedźwiedzkiego czy Korneliusza Pacudę. Ten ostatni przez wiele lat prezentował w swych audycjach muzykę country. To właśnie dzięki niemu poznałam tak wspaniałych wykonawców, jak Willie Nelson, Johnny Cash, Patsy Cline, Dolly Parton, Kenny Rogers, Kris Kristofferson czy Tammy Wynette. Byli oni twórcami i wykonawcami wielu pięknych standardów muzycznych, do dziś chętnie śpiewanych przez młodych piosenkarzy, wywodzących się nie tylko z nurtu country.
Taką piosenką jest utwór "Crazy", napisany przez Willie'go Nelsona i zaśpiewany przez Patsy Cline.
"Crazy" zaliczana jest dziś do pięciuset najpiękniejszych piosenek w historii muzyki rozrywkowej. Tammy Wynette wyśpiewała inny wielki przebój "Stand by Your Man".
Willie Nelson to wykonawca, który w swoim repertuarze ma ogromną ilość wspaniałych utworów. Jednym z nich jest "Always on my mind"- wieczny evergreen, spopularyzowany niegdyś przez Elvisa Presleya.
Do moich ulubionych wykonawczyń muzyki country należy również Dolly Parton. Jej piosenka "Jolene" budzi mnie co rano i niezmiennie dodaje mi energii na cały dzień.
Dolly Parton
Cieszy to, że młode pokolenie wykonawców sięga po to niezmierne bogactwo, jakim jest muzyka country i nawiązuje do pięknych tradycji muzyków starszego pokolenia.
Przykładem może być Shania Twain, śpiewająca w duecie z Willie Nelsonem oraz Sara Evans w nowej wersji "Stand by Your Man".
środa, 23 stycznia 2013
Spacer po linie
Czas biegnie bardzo szybko. Już prawie koniec stycznia a ja nie mogłam się dotąd zmobilizować, aby coś napisać. Życie, jak to zwykle bywa, zweryfikowało moje wcześniejsze plany. Zapowiadany koncert niestety się nie odbył ze względu na zbyt niską frekwencję. Szkoda, gdyż duchowo byłam już nastawiona na sentymentalny wieczór wspomnień. Jego bohaterem miał być Bohdan Łazuka, aktor i piosenkarz, który w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych wypełniał swymi występami Salę Kongresową. Teraz nie zdołał zapełnić nawet sali na 300 osób. Cóż, wszystko się zmienia, sława przemija a młodzi ludzie znajdują sobie nowych idoli. Takie życie.
Nasz pobyt w Poznaniu, aczkolwiek bardzo miły, to jednak naznaczony był mało sprzyjającą, zimową aurą. W związku z tym planowany spacer po mieście ograniczyliśmy do odcinka pomiędzy gmachem Opery Poznańskiej a Placem Wolności. Po drodze zatrzymaliśmy się na obiedzie w sympatycznej chińskiej restauracji, która kiedyś, dawno temu wyglądała zupełnie inaczej. Restauracja inna ale miejsce to samo. To właśnie tutaj, wiele lat temu odbyło się przyjęcie z okazji mojego absolutorium.
Weekend w Poznaniu spędzaliśmy w towarzystwie syna i jego żony, którzy zadbali o to, abyśmy byli zadowoleni i aby niczego nam nie brakowało. I rzeczywiście tak było a prawdziwym hitem naszego pobytu były jabłka zapiekane w cieście francuskim, serwowane przez synową wraz z gorącą kawą z ekspresu, oraz trzaskający ogień na kominku, który pozwolił nam się ogrzać w zimowy wieczór.
Niespodziewanie ostatnie dni dostarczyły mi jeszcze innych doznań, tym razem bardziej muzycznych. Wszystko za sprawą filmu "Spacer po linie", będącego biografią słynnego amerykańskiego muzyka Johnny'ego Casha. Film opowiada o trudnym dzieciństwie artysty, braku akceptacji ze strony ojca oraz o początkach kariery Johnny'ego. Jednak głównym motywem filmu jest jego wielka miłość do June Carter, wykonawczyni muzyki country, aktorki oraz autorki tekstów, która na scenie występowała od dziesiątego roku życia. Młody Johnny słuchał w radio piosenek wykonywanych przez June i również marzył o karierze muzycznej. Udało mu się zaistnieć na scenie dopiero w wieku dwudziestu kilku lat, dzięki małemu studiu muzycznemu, które szukało nowych talentów. Nagrał własną piosenkę, która szybko stała się przebojem i zaczął występować w towarzystwie takich sław, jak Elvis Presley, Jerry Lee Lewis i...June Carter. Wspólne występy June i Johnna były początkiem ich niełatwej miłości. Niełatwej, gdyż oboje byli już w związkach i mieli po dwoje dzieci. Na dodatek Johnny zaczął mieć problemy z alkoholem i narkotykami. Nawet wówczas, kiedy ich nieudane małżeństwa rozsypały się, June konsekwentnie odrzucała propozycje matrymonialne Johnny'ego. Jednak w trudnych chwilach zawsze była przy nim i to ona właśnie pomogła mu wyjść z nałogów i wrócić na scenę. Ponieważ nadal odrzucała jego oświadczyny, nie chcąc komplikować życia obojgu, Johnny Cash zdobył się na krok szalony: oświadczył się June na scenie podczas wspólnego występu w obecności wielotysięcznej widowni. Tym razem oświadczyny zostały przyjęte. Ślub obojga odbył się w 1968 roku, po dwunastu latach znajomości.
Johnny Cash i June Carter Cash żyli i występowali wspólnie jeszcze 35 lat. Zmarli oboje w tym samym 2003 roku. Pierwsza odeszła June, kilka miesięcy później młodszy o trzy lata Johnny.
Przed śmiercią zdążyli jeszcze zapoznać się z projektem filmu biograficznego"Spacer po linie" i osobiście wybrać odtwórców głównych ról: Joaquina Phoenixa i Reese Witherspoon. Ta ostatnia za rolę June Carter otrzymała w 2006 roku statuetkę Oskara.
Moje osobiste wspomnienie, związane z twórczością Johnnego Casha sięga roku 1987, kiedy to artysta był gościem festiwalu w Sopocie. Dał wówczas pamiętny koncert, na którym zaprezentował wszystkie swoje największe przeboje m.in. "Ring of fire", "Walk the line", "A Boy Named Sue". Na scenie towarzyszyła mu oczywiście June Carter a także inni członkowie rodziny. Od tego momentu zaczęła się moja wielka fascynacja Jonnym Cashem, choć jego dokonania artystyczne znałam już wcześniej z audycji Korneliusza Pacudy, który w radiowej Trójce prezentował muzykę country.
Najsłynniejszy duet, który wykonywali Jun i Johnny Cash na scenie to piosenka "Jackson" .
Nasz pobyt w Poznaniu, aczkolwiek bardzo miły, to jednak naznaczony był mało sprzyjającą, zimową aurą. W związku z tym planowany spacer po mieście ograniczyliśmy do odcinka pomiędzy gmachem Opery Poznańskiej a Placem Wolności. Po drodze zatrzymaliśmy się na obiedzie w sympatycznej chińskiej restauracji, która kiedyś, dawno temu wyglądała zupełnie inaczej. Restauracja inna ale miejsce to samo. To właśnie tutaj, wiele lat temu odbyło się przyjęcie z okazji mojego absolutorium.
Weekend w Poznaniu spędzaliśmy w towarzystwie syna i jego żony, którzy zadbali o to, abyśmy byli zadowoleni i aby niczego nam nie brakowało. I rzeczywiście tak było a prawdziwym hitem naszego pobytu były jabłka zapiekane w cieście francuskim, serwowane przez synową wraz z gorącą kawą z ekspresu, oraz trzaskający ogień na kominku, który pozwolił nam się ogrzać w zimowy wieczór.
Niespodziewanie ostatnie dni dostarczyły mi jeszcze innych doznań, tym razem bardziej muzycznych. Wszystko za sprawą filmu "Spacer po linie", będącego biografią słynnego amerykańskiego muzyka Johnny'ego Casha. Film opowiada o trudnym dzieciństwie artysty, braku akceptacji ze strony ojca oraz o początkach kariery Johnny'ego. Jednak głównym motywem filmu jest jego wielka miłość do June Carter, wykonawczyni muzyki country, aktorki oraz autorki tekstów, która na scenie występowała od dziesiątego roku życia. Młody Johnny słuchał w radio piosenek wykonywanych przez June i również marzył o karierze muzycznej. Udało mu się zaistnieć na scenie dopiero w wieku dwudziestu kilku lat, dzięki małemu studiu muzycznemu, które szukało nowych talentów. Nagrał własną piosenkę, która szybko stała się przebojem i zaczął występować w towarzystwie takich sław, jak Elvis Presley, Jerry Lee Lewis i...June Carter. Wspólne występy June i Johnna były początkiem ich niełatwej miłości. Niełatwej, gdyż oboje byli już w związkach i mieli po dwoje dzieci. Na dodatek Johnny zaczął mieć problemy z alkoholem i narkotykami. Nawet wówczas, kiedy ich nieudane małżeństwa rozsypały się, June konsekwentnie odrzucała propozycje matrymonialne Johnny'ego. Jednak w trudnych chwilach zawsze była przy nim i to ona właśnie pomogła mu wyjść z nałogów i wrócić na scenę. Ponieważ nadal odrzucała jego oświadczyny, nie chcąc komplikować życia obojgu, Johnny Cash zdobył się na krok szalony: oświadczył się June na scenie podczas wspólnego występu w obecności wielotysięcznej widowni. Tym razem oświadczyny zostały przyjęte. Ślub obojga odbył się w 1968 roku, po dwunastu latach znajomości.
Johnny Cash i June Carter Cash żyli i występowali wspólnie jeszcze 35 lat. Zmarli oboje w tym samym 2003 roku. Pierwsza odeszła June, kilka miesięcy później młodszy o trzy lata Johnny.
Przed śmiercią zdążyli jeszcze zapoznać się z projektem filmu biograficznego"Spacer po linie" i osobiście wybrać odtwórców głównych ról: Joaquina Phoenixa i Reese Witherspoon. Ta ostatnia za rolę June Carter otrzymała w 2006 roku statuetkę Oskara.
Moje osobiste wspomnienie, związane z twórczością Johnnego Casha sięga roku 1987, kiedy to artysta był gościem festiwalu w Sopocie. Dał wówczas pamiętny koncert, na którym zaprezentował wszystkie swoje największe przeboje m.in. "Ring of fire", "Walk the line", "A Boy Named Sue". Na scenie towarzyszyła mu oczywiście June Carter a także inni członkowie rodziny. Od tego momentu zaczęła się moja wielka fascynacja Jonnym Cashem, choć jego dokonania artystyczne znałam już wcześniej z audycji Korneliusza Pacudy, który w radiowej Trójce prezentował muzykę country.
Najsłynniejszy duet, który wykonywali Jun i Johnny Cash na scenie to piosenka "Jackson" .
poniedziałek, 7 stycznia 2013
Domek bez adresu...
Styczeń to miesiąc, który wywołuje u mnie dość ambiwalentne uczucia. Z jednej strony nie przepadam za nim, bo to przecież zima, chłód na dworze, wcześnie zapadające ciemności i inne wynikające z tego niedogodności, jak choćby zimowa jazda samochodem.
Z drugiej strony myślę, że to jednak dla mnie przyjemny miesiąc. Jesteśmy w znaku Koziorożca i właśnie ta okoliczność powoduje, iż mogę sobie pozwolić na realizację pewnych skrywanych dotąd, choć całkiem drobnych marzeń.
W tym roku takim drobnym marzeniem jest spędzenie "kulturalnego" weekendu w Poznaniu oraz koncert pewnego pana, który kiedyś, dawno temu rzucił na mnie swój urok osobisty.
Jeżeli uda się te plany zrealizować, to oczywiście postaram się zdać relację na blogu.
W tych dniach krystalizują się również nasze plany wakacyjne. Po trzech latach starań udało się nam wreszcie zamówić noclegi w Murowańcu- jedynym schronisku w Tatrach, w którym jeszcze nie nocowaliśmy. Możemy zatem myśleć o bardziej śmiałych eskapadach w Dolinie Gąsienicowej, niż tylko przejście nad Czarny Staw. Zapowiada się więc bardzo ekscytująco, szkoda, że do lata jeszcze tyle czasu, bo prawdę mówiąc bardzo już się stęskniłam za górami.
Z drugiej strony myślę, że to jednak dla mnie przyjemny miesiąc. Jesteśmy w znaku Koziorożca i właśnie ta okoliczność powoduje, iż mogę sobie pozwolić na realizację pewnych skrywanych dotąd, choć całkiem drobnych marzeń.
W tym roku takim drobnym marzeniem jest spędzenie "kulturalnego" weekendu w Poznaniu oraz koncert pewnego pana, który kiedyś, dawno temu rzucił na mnie swój urok osobisty.
Jeżeli uda się te plany zrealizować, to oczywiście postaram się zdać relację na blogu.
W tych dniach krystalizują się również nasze plany wakacyjne. Po trzech latach starań udało się nam wreszcie zamówić noclegi w Murowańcu- jedynym schronisku w Tatrach, w którym jeszcze nie nocowaliśmy. Możemy zatem myśleć o bardziej śmiałych eskapadach w Dolinie Gąsienicowej, niż tylko przejście nad Czarny Staw. Zapowiada się więc bardzo ekscytująco, szkoda, że do lata jeszcze tyle czasu, bo prawdę mówiąc bardzo już się stęskniłam za górami.
poniedziałek, 31 grudnia 2012
Inne życie... czyli Szczęśliwego Nowego Roku!
Smutek, smutek, smutek...opanował mnie w ostatnich dniach Starego Roku. To trochę nie w porządku, bo przecież programowo w Sylwestra wszyscy jesteśmy weseli i mamy szampańskie humory.
Liczę na to, że do wieczora mi się odmieni, bo co prawda na bal sylwestrowy nie idę, ale kolacja przy świecach również zobowiązuje.
W powrocie do równowagi psychicznej pomagają jak zawsze nieocenione książki. Ostatnio wciągnęła mnie szczególnie jedna: "Inne życie" Biografia Jarosława Iwaszkiewicza autorstwa Radosława Romaniuka.
Czytam tę fascynującą lekturę i wciąż od nowa nie mogę wyjść z podziwu, jak barwną osobowością był Iwaszkiewicz. Dla mnie to kolejny etap zagłębiania się w tę niezwykłą postać- wcześniej z wielkim zainteresowaniem przeczytałam trzy tomy Dzienników naszego wybitnego Pisarza.
W tym miejscu nie mogę nie podziękować Małgosi za zarażenie mnie tą pasją. Małgosiu, to Ty wprowadziłaś mnie w ten niezwykły, magiczny świat i za to Ci ogromnie dziękuję.
*
Kończy się Stary Rok. Dla nas był on szczególny, gdyż dał nam w prezencie Synową, która jest naszym promyczkiem radości...ciągle uśmiechniętym i pełnym pozytywnej energii.
Życzę Wam, aby ten Nowy 2013 Rok był bardzo szczęśliwy, przyniósł Wam wiele miłych chwil, które na długo pozostaną w Waszej pamięci. Życzę również dużo, dużo zdrowia, gdyż ono pozwala nam na realizowanie naszych planów i marzeń. A na dzisiejszy wieczór życzę wspaniałego humoru i dobrej zabawy!
Szczęśliwego Nowego Roku!
Liczę na to, że do wieczora mi się odmieni, bo co prawda na bal sylwestrowy nie idę, ale kolacja przy świecach również zobowiązuje.
W powrocie do równowagi psychicznej pomagają jak zawsze nieocenione książki. Ostatnio wciągnęła mnie szczególnie jedna: "Inne życie" Biografia Jarosława Iwaszkiewicza autorstwa Radosława Romaniuka.
Czytam tę fascynującą lekturę i wciąż od nowa nie mogę wyjść z podziwu, jak barwną osobowością był Iwaszkiewicz. Dla mnie to kolejny etap zagłębiania się w tę niezwykłą postać- wcześniej z wielkim zainteresowaniem przeczytałam trzy tomy Dzienników naszego wybitnego Pisarza.
W tym miejscu nie mogę nie podziękować Małgosi za zarażenie mnie tą pasją. Małgosiu, to Ty wprowadziłaś mnie w ten niezwykły, magiczny świat i za to Ci ogromnie dziękuję.
*
Kończy się Stary Rok. Dla nas był on szczególny, gdyż dał nam w prezencie Synową, która jest naszym promyczkiem radości...ciągle uśmiechniętym i pełnym pozytywnej energii.
Życzę Wam, aby ten Nowy 2013 Rok był bardzo szczęśliwy, przyniósł Wam wiele miłych chwil, które na długo pozostaną w Waszej pamięci. Życzę również dużo, dużo zdrowia, gdyż ono pozwala nam na realizowanie naszych planów i marzeń. A na dzisiejszy wieczór życzę wspaniałego humoru i dobrej zabawy!
Szczęśliwego Nowego Roku!
niedziela, 23 grudnia 2012
Magicznych Świąt...
Święta Bożego Narodzenia to czas magiczny. Czas w którym okazujemy sobie miłość i przywiązanie bardziej, niż na co dzień. Czas pojednania z bliskimi, którzy się od nas oddalili i o których być może zapomnieliśmy.
W wigilijny wieczór nikt nie powinien być samotny. Dlatego tradycyjnie stawiamy jedno dodatkowe nakrycie dla niespodziewanego gościa. Postarajmy się, aby nie była to tylko tradycja i zatroszczmy się o tych, którzy są samotni, starzy, chorzy i nie mają możliwości tak wystawnego, jak my świętowania Narodzenia Pańskiego.
Życzę Wszystkim wspaniałej świątecznej atmosfery, dużo miłości i ciepła rodzinnego oraz wymarzonych prezentów pd choinką.
RADOSNYCH ŚWIĄT
Subskrybuj:
Posty (Atom)









