Wczoraj dotarła do mnie bardzo smutna wiadomość. Nasza koleżanka blogowa Kurka Domowa nie żyje. Tak trudno uwierzyć, że to prawda, jeszcze trudniej pogodzić się z tą stratą.
Śp. Kurka-Mariola towarzyszyła mi niemal od początku mojej przygody z blogami. Była zawsze wielką optymistką, kochała ludzi, przyrodę i zwierzęta a zwłaszcza koty. Podziwiałam Jej piękne fotografie, na których utrwalała krajobrazy swych rodzinnych stron...łąkę, las, kwiaty, zwierzęta i zabytki Kotliny Kłodzkiej. Często też fotografowała ludzi a Jej portrety były naprawdę wspaniałe. Lubiła muzykę, lubiła tańczyć...kochała życie we wszelkich jego przejawach.
Od roku zmagała się z ciężką chorobą...z rakiem. Walczyła dzielnie, miała w sobie wiele siły i determinacji a przy tym nie traciła poczucia humoru. Wierzyliśmy, że wygra w tym nierównym pojedynku. Niestety, choroba pokonała Ją. Odeszła, ale na zawsze pozostanie w mej pamięci. Żegnaj Kurko...niech dobrzy Aniołowie opiekują się Tobą a Ty odpoczywaj na niebieskich łąkach....
niedziela, 16 czerwca 2013
wtorek, 4 czerwca 2013
Tam, gdzie Wisła wpada do morza...
Tradycyjnie w długi weekend czerwcowy wybieramy się z mężem w podróż na krótki wypoczynek. Tak było i w tym roku a celem naszej wyprawy był Gdańsk. Dlaczego właśnie to miasto? Pewnie dlatego, że mam do niego ogromny sentyment a na dodatek niedaleko Gdańska znajduje się jedno magiczne miejsce, do którego zawsze wracam z radością i bijącym sercem. To Wyspa Sobieszewska, na której się urodziłam i spędziłam swoje dzieciństwo.
Zaraz po przyjeździe na Wyspę i zakwaterowaniu się w Sobieszewie pojechaliśmy do Świbna, gdzie kursuje prom, przewożący ludzi z jednej strony Wisły na drugą. Jest to również droga wiodąca ku Krynicy Morskiej. Tym razem jednak do Krynicy się nie wybieraliśmy. Zafundowaliśmy sobie pieszą wycieczkę brzegiem Wisły do miejsca, gdzie wpada ona do morza. Po drodze widoki fantastyczne. Roślinność zachwycała nas swą różnorodnością a dzikie róże zniewalały swym zapachem. Obawialiśmy się nieco o pogodę, jednak i ona zrobiła nam miłą niespodziankę. Mimo późnej już pory było bardzo przyjemnie, ciepło i spokojnie. I ani śladu burzy! Na końcu naszej wędrówki mogliśmy podziwiać obszar przyrodniczy "Mewia Łacha"...niestety tylko z daleka, gdyż o tej porze roku odbywają się lęgi ptaków i aby ich nie płoszyć, ludzie nie mają tam wstępu.
Następnego dnia pojechaliśmy do Gdańska. Nastawiliśmy się na zwiedzanie zabytków, co w razie deszczu miało być bezpiecznym planem. Przeżyliśmy jednak kolejny szok pogodowy. W całym kraju deszcze a u nas piękne słońce. Jak widać mamy jakieś zasługi w niebie, że było dla nas tak łaskawe.
Zwiedziliśmy Ratusz, Dwór Artusa, Dom Uphagena i Bazylikę Mariacką. Wszystkie te miejsca zachwyciły nas pięknymi wnętrzami i niezwykłymi eksponatami. Udało nam się także wejść (z niemałym wysiłkiem) na wieżę Mariacką, skąd rozciągał się wspaniały widok na Gdańsk i okolice.
Z Gdańska pojechaliśmy szybką kolejką (SKM) do Sopotu. Tak dawno już tam nie byłam. Przed wejściem na molo tłumy ludzi. Okazało się, że w związku z festiwalem Dwa Teatry, który właśnie w tych dniach odbywał się w Sopocie, zorganizowano występy młodych aktorów, śpiewających stare piosenki. Część ludzi siedziała na zaaranżowanej widowni, my jednak postanowiliśmy pójść dalej...wgłąb morza, aby nacieszyć się jego widokiem i zaczerpnąć nieco zbawiennego jodu. Po drodze dolatywały nas dźwięki "Milorda" i innych pięknych piosenek w nowych aktorskich wykonaniach. Później wieczorem mogliśmy zobaczyć relację z tej imprezy w TVP Kultura.
Wróciliśmy późnym wieczorem zmęczeni ale i szczęśliwi.
Niedziela była ostatnim dniem naszego pobytu. Pogoda nadal nas zadziwiała. Choć w nocy padało, to ranek przywitał nas pięknym słońcem i dość wysoką temperaturą (24st.). Idealne warunki na plażę. A plaża w Sobieszewie jest najpiękniejsza na świecie! Szeroka i malownicza z pięknymi, naturalnymi wydmami. Niestety, woda w morzu zimna, więc o kąpieli nie było mowy. Ale mimo to byliśmy bardzo zadowoleni. Przed odjazdem wstąpiliśmy jeszcze do malowniczej nadmorskiej restauracji, aby się nieco pokrzepić i stamtąd ruszyliśmy w drogę powrotną. Jechaliśmy piękną nowo wybudowaną dwupasmówką a później ok. stukilometrowym odcinkiem autostrady. Po prostu bajka. Gdzieś tak przed Bydgoszczą wróciliśmy na ziemię. Pocieszałam się tylko jedną myślą...za miesiąc kolejna wyprawa...tym razem w góry.
Przeprawa promowa w Świbnie
Długi Targ na Starym Mieście w Gdańsku
Z Janem Heweliuszem w Ratuszu Miejskim
Zabytkowy piec w Dworze Artusa
Panienka z okienka
W domu bogatego Gdańszczanina Uphagena
Widok z Wieży Mariackiej
W Sopocie na molo
Plaża w Sobieszewie
Wisła a właściwie Przekop Wisły w Świbnie
Tam, gdzie Wisła wpada do morza...
Zaraz po przyjeździe na Wyspę i zakwaterowaniu się w Sobieszewie pojechaliśmy do Świbna, gdzie kursuje prom, przewożący ludzi z jednej strony Wisły na drugą. Jest to również droga wiodąca ku Krynicy Morskiej. Tym razem jednak do Krynicy się nie wybieraliśmy. Zafundowaliśmy sobie pieszą wycieczkę brzegiem Wisły do miejsca, gdzie wpada ona do morza. Po drodze widoki fantastyczne. Roślinność zachwycała nas swą różnorodnością a dzikie róże zniewalały swym zapachem. Obawialiśmy się nieco o pogodę, jednak i ona zrobiła nam miłą niespodziankę. Mimo późnej już pory było bardzo przyjemnie, ciepło i spokojnie. I ani śladu burzy! Na końcu naszej wędrówki mogliśmy podziwiać obszar przyrodniczy "Mewia Łacha"...niestety tylko z daleka, gdyż o tej porze roku odbywają się lęgi ptaków i aby ich nie płoszyć, ludzie nie mają tam wstępu.
Następnego dnia pojechaliśmy do Gdańska. Nastawiliśmy się na zwiedzanie zabytków, co w razie deszczu miało być bezpiecznym planem. Przeżyliśmy jednak kolejny szok pogodowy. W całym kraju deszcze a u nas piękne słońce. Jak widać mamy jakieś zasługi w niebie, że było dla nas tak łaskawe.
Zwiedziliśmy Ratusz, Dwór Artusa, Dom Uphagena i Bazylikę Mariacką. Wszystkie te miejsca zachwyciły nas pięknymi wnętrzami i niezwykłymi eksponatami. Udało nam się także wejść (z niemałym wysiłkiem) na wieżę Mariacką, skąd rozciągał się wspaniały widok na Gdańsk i okolice.
Z Gdańska pojechaliśmy szybką kolejką (SKM) do Sopotu. Tak dawno już tam nie byłam. Przed wejściem na molo tłumy ludzi. Okazało się, że w związku z festiwalem Dwa Teatry, który właśnie w tych dniach odbywał się w Sopocie, zorganizowano występy młodych aktorów, śpiewających stare piosenki. Część ludzi siedziała na zaaranżowanej widowni, my jednak postanowiliśmy pójść dalej...wgłąb morza, aby nacieszyć się jego widokiem i zaczerpnąć nieco zbawiennego jodu. Po drodze dolatywały nas dźwięki "Milorda" i innych pięknych piosenek w nowych aktorskich wykonaniach. Później wieczorem mogliśmy zobaczyć relację z tej imprezy w TVP Kultura.
Wróciliśmy późnym wieczorem zmęczeni ale i szczęśliwi.
Niedziela była ostatnim dniem naszego pobytu. Pogoda nadal nas zadziwiała. Choć w nocy padało, to ranek przywitał nas pięknym słońcem i dość wysoką temperaturą (24st.). Idealne warunki na plażę. A plaża w Sobieszewie jest najpiękniejsza na świecie! Szeroka i malownicza z pięknymi, naturalnymi wydmami. Niestety, woda w morzu zimna, więc o kąpieli nie było mowy. Ale mimo to byliśmy bardzo zadowoleni. Przed odjazdem wstąpiliśmy jeszcze do malowniczej nadmorskiej restauracji, aby się nieco pokrzepić i stamtąd ruszyliśmy w drogę powrotną. Jechaliśmy piękną nowo wybudowaną dwupasmówką a później ok. stukilometrowym odcinkiem autostrady. Po prostu bajka. Gdzieś tak przed Bydgoszczą wróciliśmy na ziemię. Pocieszałam się tylko jedną myślą...za miesiąc kolejna wyprawa...tym razem w góry.
Długi Targ na Starym Mieście w Gdańsku
Z Janem Heweliuszem w Ratuszu Miejskim
Zabytkowy piec w Dworze Artusa
Panienka z okienka
W domu bogatego Gdańszczanina Uphagena
Widok z Wieży Mariackiej
W Sopocie na molo
Plaża w Sobieszewie
Wisła a właściwie Przekop Wisły w Świbnie
Tam, gdzie Wisła wpada do morza...
piątek, 17 maja 2013
Czas wszystko zmienia
Czy rzekę w swym biegu zatrzymać się da
Czy wiatrom zabroni ktoś chmury rozgonić.
Czy może znów odżyć liść, który raz spadł.
I czy może zatrzymać się ziemia.
Jeśli nie, czemu czasem dziwimy się tak,
Że i w nas czas wszystko zmienia.
Więc patrzymy przed siebie, mniej ważne jest dziś.
I nie ważna jest przeszłość, to co było odeszło.
Dzień po nocy, po burzy słońce musi znów przyjść.
Łez dzisiejszych nie wolno przeceniać.
To co wczoraj straciłeś jutro los odda ci,
Bowiem czas, czas wszystko zmienia.
To słowa starej piosenki z repertuaru Boba Dylana "Czas wszystko zmienia". Dawno temu często ją śpiewałam, nie podejrzewając nawet, jak bardzo jest prawdziwa.
Dziś już wiem, że czas rzeczywiście wszystko zmienia i to, co było dla mnie ważne wczoraj, dziś nie ma już tak wielkiego znaczenia. Zmienia się moje postrzeganie świata i ludzi, zmieniają się także problemy, z którymi muszę się zmierzyć. Moje radości też są inne. Mniej cieszą mnie rozrywki, towarzystwo, pęd życia. Bardziej, niż kiedyś lubię ciszę, słuchanie muzyki, obserwację przyrody.
Patrząc wstecz dochodzę do wniosku, iż nie warto tak bardzo przejmować się sprawami bieżącymi, płakać z powodu zawiedzionych nadziei lub utraconych korzyści. Być może jutro nie będziemy już nawet pamiętać, dlaczego wylaliśmy tak wiele łez.
Uświadomiłam sobie, że niedawno minął rok, odkąd prowadzę tego bloga (13 maja).
Jest to już mój trzeci blog. Pierwszego (Piąty wymiar) założyłam prawie pięć lat temu. Tak wiele się od tego czasu zmieniło. Ja się zmieniłam w swoim podejściu do blogowania. Na początku byłam bardzo zachłanna, chciałam tak wiele powiedzieć, poznać wielu ludzi, być wszędzie i wszystko zrozumieć. I wciąż było mi mało. Drugi blog (Co mi w duszy gra) prowadziłam już znacznie spokojniej, wychodząc z założenia, iż życie realne też ma swoje prawa. Niestety, ze względu na duże trudności w funkcjonowaniu Onetu musiałam przenieść się na Bloggera i założyć mój obecny blog (Coraz jesteśmy).
Cieszę się, że przez tych kilka lat przebywania w wirtualnym świecie miałam możliwość poznać tak wielu ciekawych i przyjaźnie nastawionych ludzi. Dziękuję Wszystkim tym, którzy są ze mną niemal od początku i którzy w chwilach zwątpienia zawsze są dla mnie oparciem. Dziękuję Małgosi, Dominice, Uli, Virginii, Agnieszce, Eli, Alinie, Kurce Domowej i Rennacie. Bardzo cenię sobie Waszą przyjaźń i uwielbiam Was czytać. Dziękuję również nowo poznanym Przyjaciołom blogowym. Dzięki Wam mój świat stał się znacznie ciekawszy.
Wszystkim Wam dedukuję dziś kwiaty. Pozdrawiam i życzę słonecznego weekendu.
Czy wiatrom zabroni ktoś chmury rozgonić.
Czy może znów odżyć liść, który raz spadł.
I czy może zatrzymać się ziemia.
Jeśli nie, czemu czasem dziwimy się tak,
Że i w nas czas wszystko zmienia.
Więc patrzymy przed siebie, mniej ważne jest dziś.
I nie ważna jest przeszłość, to co było odeszło.
Dzień po nocy, po burzy słońce musi znów przyjść.
Łez dzisiejszych nie wolno przeceniać.
To co wczoraj straciłeś jutro los odda ci,
Bowiem czas, czas wszystko zmienia.
To słowa starej piosenki z repertuaru Boba Dylana "Czas wszystko zmienia". Dawno temu często ją śpiewałam, nie podejrzewając nawet, jak bardzo jest prawdziwa.
Dziś już wiem, że czas rzeczywiście wszystko zmienia i to, co było dla mnie ważne wczoraj, dziś nie ma już tak wielkiego znaczenia. Zmienia się moje postrzeganie świata i ludzi, zmieniają się także problemy, z którymi muszę się zmierzyć. Moje radości też są inne. Mniej cieszą mnie rozrywki, towarzystwo, pęd życia. Bardziej, niż kiedyś lubię ciszę, słuchanie muzyki, obserwację przyrody.
Patrząc wstecz dochodzę do wniosku, iż nie warto tak bardzo przejmować się sprawami bieżącymi, płakać z powodu zawiedzionych nadziei lub utraconych korzyści. Być może jutro nie będziemy już nawet pamiętać, dlaczego wylaliśmy tak wiele łez.
Uświadomiłam sobie, że niedawno minął rok, odkąd prowadzę tego bloga (13 maja).
Jest to już mój trzeci blog. Pierwszego (Piąty wymiar) założyłam prawie pięć lat temu. Tak wiele się od tego czasu zmieniło. Ja się zmieniłam w swoim podejściu do blogowania. Na początku byłam bardzo zachłanna, chciałam tak wiele powiedzieć, poznać wielu ludzi, być wszędzie i wszystko zrozumieć. I wciąż było mi mało. Drugi blog (Co mi w duszy gra) prowadziłam już znacznie spokojniej, wychodząc z założenia, iż życie realne też ma swoje prawa. Niestety, ze względu na duże trudności w funkcjonowaniu Onetu musiałam przenieść się na Bloggera i założyć mój obecny blog (Coraz jesteśmy).
Cieszę się, że przez tych kilka lat przebywania w wirtualnym świecie miałam możliwość poznać tak wielu ciekawych i przyjaźnie nastawionych ludzi. Dziękuję Wszystkim tym, którzy są ze mną niemal od początku i którzy w chwilach zwątpienia zawsze są dla mnie oparciem. Dziękuję Małgosi, Dominice, Uli, Virginii, Agnieszce, Eli, Alinie, Kurce Domowej i Rennacie. Bardzo cenię sobie Waszą przyjaźń i uwielbiam Was czytać. Dziękuję również nowo poznanym Przyjaciołom blogowym. Dzięki Wam mój świat stał się znacznie ciekawszy.
Wszystkim Wam dedukuję dziś kwiaty. Pozdrawiam i życzę słonecznego weekendu.
czwartek, 9 maja 2013
Wiosna... czyli Adele i Nawiedzony Dom
Zaciągam się mocno majowym powietrzem i wreszcie czuję ten wspaniały zapach lata, na który tak długo czekałam.Upajam się zielenią, która nigdy nie jest aż tak soczysta, jak właśnie w maju.
Długi weekend upłynął mi pod znakiem spotkań rodzinnych, z których zawsze bardzo się cieszę, gdyż są to dla mnie rzadkie okazje, aby nacieszyć się bliskimi . Niestety współczesny świat każe nam stale gdzieś pędzić i coś robić, dlatego tak miło jest się czasem zatrzymać i posiedzieć w ogrodzie, wypić lampkę wina i porozmawiać na interesujące nas tematy.
Muzycznie w mym sercu króluje ostatnio ADELE. Właściwie dopiero teraz zaczęłam jej słuchać tak bardziej uważnie, nie w radio i nie-mimochodem. Myślę, że jest to największe muzyczne odkrycie ostatnich lat. Mocny i piękny głos, niezwykła wrażliwość muzyczna, skromność estradowa. To wszystko powoduje, że jej muzyka prawdziwie wzrusza. Byłam zaskoczona tym, jak podziałała na mnie jedna z jej piosenek "Someone Like You"
Ja się popłakałam, Adele się popłakała i paru widzów na sali też.
Wiosna jest tak zachwycającą porą roku, że staram się każdą chwilę spędzać poza domem, najchętniej na moim ogródku. Jak tylko uporam się ze wszystkimi wiosennymi pracami, to obiecuję sobie w nagrodę poczytać na leżaku książkę, która już od jakiegoś czasu stoi na półce i kusi mnie ogromnie.
"Nawiedzony dom" Virginii Woolf. Opowiadania zebrane. Przymierzałam się do tej autorki bardzo długo, ale teraz wiem, że już mi nie ucieknie. Jak do tej pory przeczytałam kilka krótszych opowiadań i jestem zafascynowana ich narracją, tak odmienną od tego, co znałam do tej pory.
Już dziś cieszę się na tę ucztę duchową, która mnie czeka. Pozdrawiam Was serdecznie i życzę pięknej pogody oraz wymarzonej muzyki w sercu.
Długi weekend upłynął mi pod znakiem spotkań rodzinnych, z których zawsze bardzo się cieszę, gdyż są to dla mnie rzadkie okazje, aby nacieszyć się bliskimi . Niestety współczesny świat każe nam stale gdzieś pędzić i coś robić, dlatego tak miło jest się czasem zatrzymać i posiedzieć w ogrodzie, wypić lampkę wina i porozmawiać na interesujące nas tematy.
Muzycznie w mym sercu króluje ostatnio ADELE. Właściwie dopiero teraz zaczęłam jej słuchać tak bardziej uważnie, nie w radio i nie-mimochodem. Myślę, że jest to największe muzyczne odkrycie ostatnich lat. Mocny i piękny głos, niezwykła wrażliwość muzyczna, skromność estradowa. To wszystko powoduje, że jej muzyka prawdziwie wzrusza. Byłam zaskoczona tym, jak podziałała na mnie jedna z jej piosenek "Someone Like You"
Ja się popłakałam, Adele się popłakała i paru widzów na sali też.
Wiosna jest tak zachwycającą porą roku, że staram się każdą chwilę spędzać poza domem, najchętniej na moim ogródku. Jak tylko uporam się ze wszystkimi wiosennymi pracami, to obiecuję sobie w nagrodę poczytać na leżaku książkę, która już od jakiegoś czasu stoi na półce i kusi mnie ogromnie.
"Nawiedzony dom" Virginii Woolf. Opowiadania zebrane. Przymierzałam się do tej autorki bardzo długo, ale teraz wiem, że już mi nie ucieknie. Jak do tej pory przeczytałam kilka krótszych opowiadań i jestem zafascynowana ich narracją, tak odmienną od tego, co znałam do tej pory.
Już dziś cieszę się na tę ucztę duchową, która mnie czeka. Pozdrawiam Was serdecznie i życzę pięknej pogody oraz wymarzonej muzyki w sercu.
poniedziałek, 22 kwietnia 2013
Angie
Podróżowanie zawsze sprawia mi wielką przyjemność. Pęd kół, przesuwające się obrazy, rozmowy, muzyka a nawet relaksująca drzemka w samochodzie...wszystko to jest dla mnie miłą odmianą codzienności.
Korzystając z ładnej pogody wybrałam się w miniony weekend wraz z Drugą Połową w moje rodzinne strony.
Głównym celem podróży było spotkanie z moją Mamą, która jest już w podeszłym wieku i ma spore kłopoty z pamięcią. Czas biegnie, dzień po dniu mija i nie wiadomo, ile nam jeszcze czasu zostało.
Nasze odwiedziny cieszą Ją ogromnie, jednak sama już bardzo niechętnie rusza się z domu. Kiedyś częściej zabierałam Ją do siebie, ale zauważyłam, że po takich wyjazdach czuje się bardziej zagubiona. Uspokaja mnie to, że teraz ma dobrą opiekę, jest pogodna i wyciszona.
Korzystając z bliskości morza nie oparliśmy się pokusie, aby je zobaczyć o tej porze roku. Temperatury nas nie rozpieszczały: od +8 do + 9 stopni zaledwie i oczywiście silny wiatr, ale jednak warto było przejść się brzegiem morza i poczuć jego zapach.
Wielką przyjemnością było również pobuszowanie po księgarniach, zakończone "upolowaniem" przeze mnie dawno wymarzonego tytułu, ale o tym napiszę już następnym razem.
W drodze powrotnej słuchaliśmy starych przebojów, które wprawiły nas w bardzo dobry nastrój.
"Angie" to jeden z nich -wykonywany przez legendę muzyki rockowej The Rolling Stones.
Korzystając z ładnej pogody wybrałam się w miniony weekend wraz z Drugą Połową w moje rodzinne strony.
Głównym celem podróży było spotkanie z moją Mamą, która jest już w podeszłym wieku i ma spore kłopoty z pamięcią. Czas biegnie, dzień po dniu mija i nie wiadomo, ile nam jeszcze czasu zostało.
Nasze odwiedziny cieszą Ją ogromnie, jednak sama już bardzo niechętnie rusza się z domu. Kiedyś częściej zabierałam Ją do siebie, ale zauważyłam, że po takich wyjazdach czuje się bardziej zagubiona. Uspokaja mnie to, że teraz ma dobrą opiekę, jest pogodna i wyciszona.
Korzystając z bliskości morza nie oparliśmy się pokusie, aby je zobaczyć o tej porze roku. Temperatury nas nie rozpieszczały: od +8 do + 9 stopni zaledwie i oczywiście silny wiatr, ale jednak warto było przejść się brzegiem morza i poczuć jego zapach.
Wielką przyjemnością było również pobuszowanie po księgarniach, zakończone "upolowaniem" przeze mnie dawno wymarzonego tytułu, ale o tym napiszę już następnym razem.
W drodze powrotnej słuchaliśmy starych przebojów, które wprawiły nas w bardzo dobry nastrój.
"Angie" to jeden z nich -wykonywany przez legendę muzyki rockowej The Rolling Stones.
czwartek, 11 kwietnia 2013
Malaguena salerosa
W temacie wiosny coś drgnęło. Dziś na moim termometrze w kuchni +13 stopni. Mam nadzieję, że ten trend będzie rosnący i niedługo już wiosna wybuchnie z całą swoją mocą.
Słuchając piosenek Anny German natrafiłam m.in. na wyjątkową interpretację MALAGUENY. Wysłuchałam jej z przyjemnością, a przy okazji również innych wersji tego utworu.
MALAGUENA SALEROSA...to swoisty fenomen wśród piosenek. Wykonywana przez wielu sławnych artystów z całego świata. Interpretowana na różne sposoby zarówno przez mężczyzn jak i kobiety. Grana, śpiewana, tańczona.
Bardzo ciekawe jest pochodzenie tego utworu. Okazuje się, że jest to piosenka meksykańska, do autorstwa której przyznaje się wielu kompozytorów. Najprawdopodobniej jednak MALGUENA to utwór z gatunku piosenek ludowych, podobnie jak u nas "Głęboka studzienka". Opowiada o miłości mężczyzny do pięknej Hiszpanki z Malagi. Kobieta zwodzi go spojrzeniem, dając próżną nadzieję na odwzajemnienie uczucia.
Wśród artystów wykonujących tę piosenkę są śpiewacy operowi (Placido Domingo), wykonawcy muzyki popularnej (Nana Mouskouri, Jose Feliciano) oraz sławni gitarzyści (Paco de Lucia, Roni Benise).
Spośród polskich wykonawców najbardziej interesujące interpretacje stworzyli Anna German, Sława Przybylska, Violetta Villas, Edyta Górniak i Maryla Rodowicz. Która z tych wersji jest najładniejsza? Trudno ocenić.
Słuchając piosenek Anny German natrafiłam m.in. na wyjątkową interpretację MALAGUENY. Wysłuchałam jej z przyjemnością, a przy okazji również innych wersji tego utworu.
MALAGUENA SALEROSA...to swoisty fenomen wśród piosenek. Wykonywana przez wielu sławnych artystów z całego świata. Interpretowana na różne sposoby zarówno przez mężczyzn jak i kobiety. Grana, śpiewana, tańczona.
Bardzo ciekawe jest pochodzenie tego utworu. Okazuje się, że jest to piosenka meksykańska, do autorstwa której przyznaje się wielu kompozytorów. Najprawdopodobniej jednak MALGUENA to utwór z gatunku piosenek ludowych, podobnie jak u nas "Głęboka studzienka". Opowiada o miłości mężczyzny do pięknej Hiszpanki z Malagi. Kobieta zwodzi go spojrzeniem, dając próżną nadzieję na odwzajemnienie uczucia.
Wśród artystów wykonujących tę piosenkę są śpiewacy operowi (Placido Domingo), wykonawcy muzyki popularnej (Nana Mouskouri, Jose Feliciano) oraz sławni gitarzyści (Paco de Lucia, Roni Benise).
Spośród polskich wykonawców najbardziej interesujące interpretacje stworzyli Anna German, Sława Przybylska, Violetta Villas, Edyta Górniak i Maryla Rodowicz. Która z tych wersji jest najładniejsza? Trudno ocenić.
piątek, 5 kwietnia 2013
sobota, 30 marca 2013
Wesołego Alleluja
***
Oto słońce przenika światłem bór daleki,
Sosnom z nieba podając tajny znak wieczoru.
Oto sosny spłonęły, jakby w głębiach boru
Nagle coś szkarłatnego stało się na wieki!
Zwabiony owym znakiem, biegnę tam niezwłocznie,
Aby zawczasu jeszcze, nim wpłynę w noc ciemną,
Zastać na nikłym trwaniu i sprawdzić naocznie
To właśnie, co już drzewa widziały przede mną.
Bolesław Leśmian
Radosnych Świąt Wielkiej Nocy !
niedziela, 17 marca 2013
Myślę sobie, że...
Myślę sobie, że ta zima kiedyś musi minąć.
Zazieleni się, urośnie kilka drzew.
Niedojedzony chleb w ustach zdąży się rozpłynąć,
a niedopity rum rozgrzeje jeszcze krew.
Zimny poniedziałek gorącą stanie się niedzielą.
To, co nie pozmywane samo zmyje się.
Nieśmiały dotąd głos odezwie się jak dzwon w kościele,
a tego, czego mało nie będzie wcale mniej.
Choć mało rozumiem, a dzwony fałszywe,
coś mówi mi że jeszcze wszystko będzie możliwe.
Nim stanie się tak, jak gdyby nigdy nic nie było.
Nim stanie się tak, jak gdyby nigdy nic...
Nim stanie się tak- Zespół Voo Voo
poniedziałek, 4 marca 2013
W epoce gaduł
Jan Sztaudynger - mistrz pióra i autor "Piórek". Nieżyjący od ponad czterdziestu lat poeta, satyryk i tłumacz. Jego słynne "Piórka"to zbiór fraszek, które pisał przez całe swoje życie.
"Fraszka, to ptak szybkiego lotu,
od błyskawicy - do grzmotu."
Bardzo lubię tę krótką formę literacką, dlatego chętnie wracam do fraszek Sztaudyngera. Sam autor również przedkładał ją nad inną:
"W epoce płodnej tak w gaduły,
Ja fraszką piszę artykuły."
Choć forma krótka, to tematyka fraszek nieraz bardzo ważka: sprawiedliwość, zaufanie, cynizm, arogancja władzy, miłość bliźniego.
" Zero do zera,
A będzie kariera."
"Kocham bliźnich jak braci-
Gdy szczodrzy i bogaci."
"Plujmy sobie nawzajem w kaszę!
To takie polskie, to takie nasze..."
"Nie dyskutuj z chamem,
Przy nim zawsze amen."
Myślę, że te strofy nie straciły nic na swojej aktualności.
W tekście wykorzystałam fraszki: "Fraszka", "W epoce gaduł", "Reguły sitwy", "Miłość bliźniego", "Plujmy sobie", "Dyskusja" z tomu "Piórka".
"Fraszka, to ptak szybkiego lotu,
od błyskawicy - do grzmotu."
Bardzo lubię tę krótką formę literacką, dlatego chętnie wracam do fraszek Sztaudyngera. Sam autor również przedkładał ją nad inną:
"W epoce płodnej tak w gaduły,
Ja fraszką piszę artykuły."
Choć forma krótka, to tematyka fraszek nieraz bardzo ważka: sprawiedliwość, zaufanie, cynizm, arogancja władzy, miłość bliźniego.
" Zero do zera,
A będzie kariera."
"Kocham bliźnich jak braci-
Gdy szczodrzy i bogaci."
"Plujmy sobie nawzajem w kaszę!
To takie polskie, to takie nasze..."
"Nie dyskutuj z chamem,
Przy nim zawsze amen."
Myślę, że te strofy nie straciły nic na swojej aktualności.
W tekście wykorzystałam fraszki: "Fraszka", "W epoce gaduł", "Reguły sitwy", "Miłość bliźniego", "Plujmy sobie", "Dyskusja" z tomu "Piórka".
Subskrybuj:
Posty (Atom)






















