Przywiozłam do siebie mamę. Mama ma 85 lat i traci pamięć. Każdego dnia jest jak tabula rasa- czysta tablica, którą trzeba zapisać. Staram się więc zapisywać, odpowiadając na wszystkie pytania: skąd się tu wzięłam? kto mnie przywiózł? gdzie mieszkam? kto to jest F?(nasz syn), czy D na pewno jest moim mężem?czy to już zima? itd. Ten rytuał powtarzamy codziennie a nawet kilka razy dziennie. Ale pamięć nie chce się zatrzymać....wciąż ulatuje. A w głowie zostaje pustka. I strach. Jedyna rzecz, którą mama pamięta bezbłędnie to fakt, że jestem jej córką. Tylko jak długo?
Tyle tu słoneczników
jakby stanęły przy tobie
wszystkie pogodne dni twojego życia
Tyle tu ptasiego zgiełku
jakby się rozwiały
wszystkie noce trwogi
o powrót naznaczonych ogniem
Tyle tu światła
jakby się wiązała
gwiazda łagodności
nad przystanią domu
Tyle tu raju
jakby czas się zatrzymał
na złotym brzegu jesieni
Tadeusz Śliwiak "Matka siedząca w ogrodzie"
niedziela, 28 października 2012
czwartek, 18 października 2012
Warszawa da się lubić...
... śpiewał przed laty Adolf Dymsza. Miałam okazję przekonać się o tym w ostatni weekend. Otóż dałam się namówić- wraz z mężem- na krótki wypad do stolicy. Przyznaję, że głównym argumentem była dla mnie wizyta w teatrze, ponieważ teatr uwielbiam od zawsze i każda okazja, aby doświadczyć tej najważniejszej ze sztuk jest przeze mnie bezwzględnie wykorzystywana. Tym razem był to Teatr 6 Piętro Michała Żebrowskiego, wystawiający "Edukację Rity"-sztukę angielskiego autora Willy'ego Russella, która w bardzo oczywisty sposób nawiązuje do słynnego "Pigmaliona" G. B. Shawa. W rolach głównych wystąpili Małgorzata Socha i Piotr Fronczewski. Początkowo można odnieść wrażenie, że to komedia- lekka, łatwa i przyjemna. Jednak pomiędzy zabawnymi dialogami tych dwojga można usłyszeć bardzo ważne pytania dotyczące ludzkich wyborów i stawiania sobie określonych celów w życiu. Aktorstwo Piotra Fronczewskiego jest absolutnie fenomenalne i co do tego nigdy nie miałam wątpliwości. Obawiałam się nieco, jak udźwignie swoją rolę Małgorzata Socha, znana przede wszystkim z seriali telewizyjnych, jednak i ona poradziła sobie bardzo dobrze. Oboje swoją grą sprawili mi wielką przyjemność.
Oprócz wizyty w teatrze mieliśmy również troszkę czasu (niewiele) na zwiedzanie miasta. Byłam zaskoczona, jak bardzo zmieniła się Warszawa od mojej ostatniej tu bytności, kilka lat temu. Zwłaszcza centrum z nowymi, lśniącymi budowlami, z których część absolutnie zaprzeczała prawom fizyki. Podziwialiśmy Złote Tarasy, zakrzywione wieżowce w budowie, hotel Mariott i wiele innych nowoczesnych obiektów.
W niedzielę spacerowaliśmy po Warszawskiej Starówce oraz zachwycaliśmy się naszym Narodowym Stadionem (od wczoraj Narodowym Basenem:))), ale tylko od zewnątrz- ze względów jakże oczywistych (sławetny mecz Polska- Anglia). Pogoda sprawiła nam bardzo miłą niespodziankę...było ciepło i słonecznie przez cały weekend. Dla piłkarzy nie była już tak łaskawa. Cóż...widocznie był w tym jakiś ukryty sens.
W drodze powrotnej odwiedziliśmy Żelazową Wolę. Moim zachwytom nie było końca....piękne ogrody, piękna muzyka i słońce...aż żal było wracać.
Słynne Złote Tarasy wieczorową porą...
Stadion Narodowy, który stał się nieoczekiwanie przedmiotem gorących dyskusji...
Powązki- miejsce spoczynku wielu wybitnych artystów, m.in. Czesława Niemena...
Na Starówce nawiązałam bardzo sympatyczną znajomość międzygatunkową...
W Żelazowej Woli mogliśmy delektować się wspaniałą muzyką Chopina...
Zamyślony Fryderyk...każdy marzy o tym, aby dotknąć kolana mistrza, by tym samym przejąć nieco muzycznego talentu...
Oprócz wizyty w teatrze mieliśmy również troszkę czasu (niewiele) na zwiedzanie miasta. Byłam zaskoczona, jak bardzo zmieniła się Warszawa od mojej ostatniej tu bytności, kilka lat temu. Zwłaszcza centrum z nowymi, lśniącymi budowlami, z których część absolutnie zaprzeczała prawom fizyki. Podziwialiśmy Złote Tarasy, zakrzywione wieżowce w budowie, hotel Mariott i wiele innych nowoczesnych obiektów.
W niedzielę spacerowaliśmy po Warszawskiej Starówce oraz zachwycaliśmy się naszym Narodowym Stadionem (od wczoraj Narodowym Basenem:))), ale tylko od zewnątrz- ze względów jakże oczywistych (sławetny mecz Polska- Anglia). Pogoda sprawiła nam bardzo miłą niespodziankę...było ciepło i słonecznie przez cały weekend. Dla piłkarzy nie była już tak łaskawa. Cóż...widocznie był w tym jakiś ukryty sens.
W drodze powrotnej odwiedziliśmy Żelazową Wolę. Moim zachwytom nie było końca....piękne ogrody, piękna muzyka i słońce...aż żal było wracać.
Słynne Złote Tarasy wieczorową porą...
Stadion Narodowy, który stał się nieoczekiwanie przedmiotem gorących dyskusji...
Powązki- miejsce spoczynku wielu wybitnych artystów, m.in. Czesława Niemena...
Na Starówce nawiązałam bardzo sympatyczną znajomość międzygatunkową...
W Żelazowej Woli mogliśmy delektować się wspaniałą muzyką Chopina...
Zamyślony Fryderyk...każdy marzy o tym, aby dotknąć kolana mistrza, by tym samym przejąć nieco muzycznego talentu...
środa, 10 października 2012
Nić babiego lata...
Jesień kojarzy nam się ze smutkiem, nostalgią a nawet depresją. Zastanawiam się, dlaczego tak jest. Odpowiedź mogłaby być zupełnie prozaiczna: jesienią robi się chłodno, dnia ubywa i zaczynają nękać nas choroby. Ale może być też głębsze uzasadnienie dopadającego nas smutku. Jesienią kończy się coś, co być może nigdy już do nas nie wróci....letnia przygoda, miłość, życie....
O tej porze roku wszyscy jesteśmy poetami. Mnie również korci, aby napisać jakiś wiersz. Ale póki co, nie uległam tej pokusie. W zamian za to sięgam po mój podręczny "dosmucacz jesienny": tomik poetycki, będący zbiorem wierszy naszych znakomitych poetek: Bronisławy Ostrowskiej, Marii Jasnorzewskiej- Pawlikowskiej i Haliny Poświatowskiej. Dwie ostatnie nie wymagają rekomendacji. Bronisława Ostrowska to nieco zapomniana dziś poetka, żyjąca na przełomie XIX i XX wieku. Bardzo lubię jej wiersze i w dużym stopniu identyfikuję się z jej postrzeganiem świata.
Padają nasze słowa jak dojrzałe owoce.
Serce się już nie szamoce i serca ci nie druzgoce.
Odleciały. Czy nie wiesz kiedy odleciały ptaki przelotne?
Tak ciche jest dzisiaj południe słoneczną jesienią wilgotne.
Ślizga się uśmiech sadu po zamyślonym czole...
Tyle ci pragnęłam powiedzieć, a teraz milczeć wolę.
Wolę śledzić w milczeniu tę nić babiego lata,
Co z moich rąk zaplecionych wraz z twoim spojrzeniem
ulata.
Bronisława Ostrowska -wiersz"Jesień"
z tomiku "Nić babiego lata..." 1996r.
czwartek, 4 października 2012
Summertime...
Dziś mija 42 rocznica śmierci mej ulubionej wokalistki rockowej Janis Joplin. Choć zmarła bardzo młodo, mając zaledwie 27 lat, to zdążyła zapisać się złotymi zgłoskami w historii muzyki rozrywkowej. Wylansowała wiele przebojów, do dziś chętnie słuchanych i interpretowanych na nowo przez młodych wokalistów, jak choćby "Me and Bobby McG", "Cry Baby", "Piece Of My Heart". Jej wersja znanego standardu George'a Gershwina "Summertime", to chyba najsłynniejsza, obok Elli Fitzgerald, interpretacja tego utworu.
Posłuchajmy więc razem tej elektryzującej wersji SUMMERTIME
Posłuchajmy więc razem tej elektryzującej wersji SUMMERTIME
niedziela, 30 września 2012
Czasem słońce, czasem deszcz...
Minął już ponad tydzień od momentu, kiedy nasz syn i Jego Wybranka powiedzieli sobie sakramentalne "tak" . Wrzesień-ze zrozumiałych względów- był dla nas bardzo pracowitym miesiącem, obfitującym ponadto w przeróżne wydarzenia, poprzedzające to jedno i najważniejsze. Na szczęście wszystko udało się znakomicie a wszelkie nasze obawy nie sprawdziły się.
Pogoda w dniu ślubu zmieniała się, jak w kalejdoskopie: raz świeciło słońce, za chwilę padał deszcz a nawet grad, z oddali biły pioruny, a kiedy w jakiś cudowny sposób wszyscy dotarliśmy już do kościoła, to znów zaświeciło piękne słońce. Moja przepowiednia jest taka, że młodzi małżonkowie będą mieli bardzo ciekawe i urozmaicone życie.
Powoli wracamy do "normalności". Emocje nieco opadły, możemy więc przemyśleć wszystko na spokojnie i wreszcie troszeczkę odpocząć. Nie za wiele, gdyż życie toczy się dalej i wymaga od nas ciągłej aktywności.
Jeszcze raz dziękuję Wszystkim za miłe słowa i życzenia. Ze swej strony odwzajemniam jak zwykle muzyką
Pogoda w dniu ślubu zmieniała się, jak w kalejdoskopie: raz świeciło słońce, za chwilę padał deszcz a nawet grad, z oddali biły pioruny, a kiedy w jakiś cudowny sposób wszyscy dotarliśmy już do kościoła, to znów zaświeciło piękne słońce. Moja przepowiednia jest taka, że młodzi małżonkowie będą mieli bardzo ciekawe i urozmaicone życie.
Powoli wracamy do "normalności". Emocje nieco opadły, możemy więc przemyśleć wszystko na spokojnie i wreszcie troszeczkę odpocząć. Nie za wiele, gdyż życie toczy się dalej i wymaga od nas ciągłej aktywności.
Jeszcze raz dziękuję Wszystkim za miłe słowa i życzenia. Ze swej strony odwzajemniam jak zwykle muzyką
wtorek, 28 sierpnia 2012
Prawda
Wstań otwórz drzwi rozwiąż te sznury
wyplącz się z sieci nerwów
jesteś Jonaszem który trawi wieloryba
Odmów podania ręki temu człowiekowi
wyprostuj się osusz tampon języka
zaczerpnij najgłębsze warstwy powietrza
i powoli pamiętając o regułach składni
powiedz prawdę do tego służysz w lewej ręce
trzymasz miłość a w prawej nienawiść
Adam Zagajewski " Prawda"
Kochani, bardzo dziękuję Wam za miłe słowa i życzenia z okazji ślubu mego syna. Ta uroczystość ciągle przed nami, ale w związku z końcem wakacji pomału przechodzimy na tryb "normalny". Wakacje na działce to bardzo przyjemna sprawa, jednak przyznam się, że zaczęłam już tęsknić do "cywilizacji"- do internetu, książek, muzyki i poezji.
Usłyszałam niedawno w radiu, że tegorocznym polskim kandydatem do literackiej Nagrody Nobla jest Adam Zagajewski. Nie znam zbyt dobrze Jego twórczości, mam w domu ledwie kilka wierszy. Ale może jest to dobra okazja, aby poznać nieco bliżej tego poetę.
Życzę Wszystkim miłej końcówki wakacji i pozdrawiam.
wtorek, 7 sierpnia 2012
Wakacje, porządki i ślub...
Tegoroczne wakacje są dla nas wyjątkowe. Od wielu lat zawsze o tej porze, czyli w sierpniu wyjeżdżaliśmy w góry. Kilka razy do Zakopanego, a przedtem również w Bieszczady i w Karkonosze. Jednak w tym roku pozostaliśmy w domu. A wszystko to z powodu bardzo ważnego wydarzenia w naszym życiu czyli ślubu naszego syna.
Cieszymy się bardzo a nasza radość pomieszana jest z troską o to, aby wszystko się udało. Dlatego zamiast tradycyjnych wakacji postanowiliśmy przygotować mieszkanie i dom (odziedziczony po teściu) na przyjęcie gości. W naszej miejscowości niestety nie ma jeszcze hotelu, a ponieważ wiele osób przyjedzie z daleka, musimy im zagwarantować nocleg. To bardzo dobra okazja, aby zrobić generalne porządki, zaległe remonty i upiększyć otoczenie domu oraz ogród. Mimo, iż momentami nie jest lekko, te zajęcia sprawiają nam wiele przyjemności i można je zakwalifikować jako specyficzną formę letniego wypoczynku.
Cieszymy się bardzo a nasza radość pomieszana jest z troską o to, aby wszystko się udało. Dlatego zamiast tradycyjnych wakacji postanowiliśmy przygotować mieszkanie i dom (odziedziczony po teściu) na przyjęcie gości. W naszej miejscowości niestety nie ma jeszcze hotelu, a ponieważ wiele osób przyjedzie z daleka, musimy im zagwarantować nocleg. To bardzo dobra okazja, aby zrobić generalne porządki, zaległe remonty i upiększyć otoczenie domu oraz ogród. Mimo, iż momentami nie jest lekko, te zajęcia sprawiają nam wiele przyjemności i można je zakwalifikować jako specyficzną formę letniego wypoczynku.
wtorek, 31 lipca 2012
Ciotka Julia i skryba
On- Mario, młody, początkujący pisarz, dziennikarz Radia Panamerykańskiego i student prawa Uniwersytetu San Marcos w Limie.
Ona- Julia, daleka ciotka Mario, od niedawna rozwódka, próbująca odzyskać równowagę po nieudanym małżeństwie.
Między nimi toczy się gra. Lekka, zabawna i nie pozbawiona autoironii. Jednak niespodziewanie dla nich samych gra zmienia się w coś poważniejszego. Zaskoczeni tym faktem, próbują się odnaleźć w nowej dla nich sytuacji.
Tłem tych wydarzeń są dramaty i namiętności ludzkie, spisywane ręką niestrudzonego Pedro Camacho- skryby, będącego podporą i głównym filarem Radia Centralnego w Limie, a ścislej mówiąc teatru radiowego, który był niezwykle popularny w owym czasie.
"Ciotka Julia i skryba" to jedna z popularniejszych powieści niedawnego laureata Literackiej Nagrody Nobla (2010 r.) Mario Vargasa Llosy. Zaliczana do nurtu "lekkiego" w twórczości znakomitego pisarza peruwiańskiego, zawiera wyraźne wątki autobiograficzne. Czyta się naprawdę znakomicie! Polecam wszystkim jako doskonałą lekturę na wakacje.
"Do następnego tańca poprosiłem ciotkę Julię i uprzedziłem ją, że nie umiem tańczyć, ale ponieważ grano bardzo powolnego bluesa, wywiązałem się z zadania przyzwoicie. Zatańczyliśmy kilka razy i oddaliliśmy się nieznacznie od stolika wujka Lucho i ciotki Olgi. W chwili, kiedy muzyka umilkła, ciotka Julia wykonała ruch, jakby zamierzała odsunąć się ode mnie, ale ją zatrzymałem i pocałowałem w policzek, bardzo blisko ust. Spojrzała na mnie ze zdziwieniem, jak gdyby była świadkiem jakiegoś cudu. Zmieniała się orkiestra i musieliśmy wrócić do stolika. Tam ciotka Julia zaczęła żartować z wuja Lucho z powodu jego pięćdziesiątej rocznicy urodzin, to znaczy wieku, w którym mężczyźni stawali się starymi draniami. Czasami posyłała szybkie spojrzenie w moim kierunku, jak gdyby chciała sprawdzić, czy rzeczywiście się tu znajdowałem, a z jej oczu można było jasno wyczytać, że ciągle nie mieściło się jej w głowie, iż ją pocałowałem. Ciotka Olga była już zmęczona i chciała, abyśmy sobie poszli, ale ja nalegałem, by zatańczyć jeszcze jeden taniec. "Deprawacja intelektualisty" stwierdził wuj Lucho i wyciągnął ciotkę Olgę do tańca strzemiennego. Ja poprosiłem ciotkę Julię i gdy zaczęliśmy tańczyć, ona (po raz pierwszy) milczała."
Mario Vargas Llosa "Ciotka Julia i skryba" ,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2008
niedziela, 22 lipca 2012
Amy...to już rok
Czas biegnie tak szybko i zabiera pamięć o tych, którzy odeszli.
Mija właśnie rok od śmierci Amy Winehouse, a ja ciągle nie potrafię pogodzić się z faktem, że już nie ma Jej wśród nas. Zmarła 23 lipca 2011 roku w Londynie na skutek zatrucia alkoholowego. Nie poradziła sobie z nałogiem, choć z nim walczyła. Niestety, nie znalazł się nikt, kto chciałby Jej pomóc. A szkoda, bo miała naprawdę wielki talent i osobowość. Już w wieku 10 lat założyła swój pierwszy zespół muzyczny. Gdy miała lat 13, nauczyła się grać na gitarze a mając niespełna lat 16 śpiewała profesjonalnie na scenach londyńskich.
Już pierwszy album Amy Winehouse "Frank", wydany w 2003 roku zyskał przychylność krytyków muzycznych. Artystka nie tylko była obdarzona pięknym, soulowym głosem, lecz okazała się również zdolną kompozytorką i autorką tekstów. Była porównywana do takich artystek, jak Nina Simone czy Sara Vaughan. W roku 2006 wydała kolejny swój album "Back To Black", który sprzedał się w milionach egzemplarzy na całym świecie.
W 2008 roku artystka dostała aż pięć Nagród Grammy. Międzynarodowa kariera stała przed Nią otworem.
W życiu prywatnym nie było już tak pięknie...toksyczna miłość, alkohol i inne używki, nagonka paparazzich...To wszystko sprawiło, że Amy nie udźwignęła ciężaru swego talentu...podobnie, jak w przeszłości Jimmy Hendrix czy Janis Joplin...
http://www.youtube.com/watch?v=SX8Sb9zSO1Q&feature=related
Mija właśnie rok od śmierci Amy Winehouse, a ja ciągle nie potrafię pogodzić się z faktem, że już nie ma Jej wśród nas. Zmarła 23 lipca 2011 roku w Londynie na skutek zatrucia alkoholowego. Nie poradziła sobie z nałogiem, choć z nim walczyła. Niestety, nie znalazł się nikt, kto chciałby Jej pomóc. A szkoda, bo miała naprawdę wielki talent i osobowość. Już w wieku 10 lat założyła swój pierwszy zespół muzyczny. Gdy miała lat 13, nauczyła się grać na gitarze a mając niespełna lat 16 śpiewała profesjonalnie na scenach londyńskich.
Już pierwszy album Amy Winehouse "Frank", wydany w 2003 roku zyskał przychylność krytyków muzycznych. Artystka nie tylko była obdarzona pięknym, soulowym głosem, lecz okazała się również zdolną kompozytorką i autorką tekstów. Była porównywana do takich artystek, jak Nina Simone czy Sara Vaughan. W roku 2006 wydała kolejny swój album "Back To Black", który sprzedał się w milionach egzemplarzy na całym świecie.
W 2008 roku artystka dostała aż pięć Nagród Grammy. Międzynarodowa kariera stała przed Nią otworem.
W życiu prywatnym nie było już tak pięknie...toksyczna miłość, alkohol i inne używki, nagonka paparazzich...To wszystko sprawiło, że Amy nie udźwignęła ciężaru swego talentu...podobnie, jak w przeszłości Jimmy Hendrix czy Janis Joplin...
http://www.youtube.com/watch?v=SX8Sb9zSO1Q&feature=related
piątek, 13 lipca 2012
I'd rather go blind...
Nareszcie odzyskałam swój komputer! Pojawił się jednak inny problem...od powrotu znad morza mieszkamy w letnim domu, a tam niestety dysponujemy tylko internetem ogólnie dostępnym. I jak to bywa z rzeczami darmowymi... jakość połączenia jest wysoce niezadowalająca. A dziś...może z racji tego, że to trzynasty i piątek...ten darmowy internet zupełnie przestał działać. Jedynym rozwiązaniem pozostało zatem wpadać od czasu do czasu do mieszkania, aby złapać kontakt ze światem.
Przepraszam wszystkich za tę moją nieregularność w czytaniu i komentowaniu Waszych blogów, staram się w miarę możliwości nadrabiać zaległości. Bardzo tęsknię za tą codzienną lekturą, gdyż dostarcza mi ona wiele przyjemności i przeróżnych wrażeń estetycznych. Jednak lato ma swoje prawa i przyznaję, że trudno by mi było zrezygnować z kontaktu z naturą, zachodów słońca i zapachu róż, więc muszę znaleźć jakiś rozsądny kompromis.
W ramach przeprosin...muzyka mej duszy...blues
Przepraszam wszystkich za tę moją nieregularność w czytaniu i komentowaniu Waszych blogów, staram się w miarę możliwości nadrabiać zaległości. Bardzo tęsknię za tą codzienną lekturą, gdyż dostarcza mi ona wiele przyjemności i przeróżnych wrażeń estetycznych. Jednak lato ma swoje prawa i przyznaję, że trudno by mi było zrezygnować z kontaktu z naturą, zachodów słońca i zapachu róż, więc muszę znaleźć jakiś rozsądny kompromis.
W ramach przeprosin...muzyka mej duszy...blues
Subskrybuj:
Posty (Atom)











